Ciasto czekoladowe z cukinią i gruszką

W zeszłą sobotę wpadły dziewczyny na kawę, więc zrobiłam ciacho. Ciacho do kawy z dziewczynami było zrobione w sumie pod gust Męża  ;-)   Mocno czekoladowe, z polewą czekoladową i wilgotne. Piotr takie ciasta uwielbia najbardziej! Dziewczynom też smakowało domniemywam, bo konsumpcja trwała do późnych godzin wieczornych :mrgreen:

Przepis na ciasto:

120 g masła

125 ml oleju kokosowego

125 ml jogurtu naturalnego

250 g cukru

1 łyżeczka sody oczyszczonej

2 jaja

szczypta soli

300 g mąki pszennej

60 g kakao

2 szklanki cukinii startej na tarce o grubych oczkach

40 g gorzkiej czekolady (ja miałam gorzką czekoladą z jagodami)

2 gruszki

4 goździki

1 łyżeczka cynamonu

1 łyczka cukru

IMG_0475

Polewa:

60 g gorzkiej czekolady czekolady

30 g masła

1 łyżka wody

Gruszki przekroiłam na pół, usunęłam gniazda nasienne i pokroiłam w łódeczki. W międzyczasie zagotowałam w garnku wodę, dodałam do niej cukier, cynamon, goździki i pokrojone gruszki. Gotowałam do „pół” miękkości (al dente  ;-) ). Pamiętajcie, by nie rozgotować gruszek za bardzo, bo będą się jeszcze piekły w cieście.  Masło roztopiłam i zmiksowałam na jasną masę. Dodałam olej, cukier, sodę, sól, jajka i zmiksowałam. Dodawałam mąkę na przemian z jogurtem i nadal miksowałam. Dodałam kakao, cukinię i gorzką czekoladą rozdrobnioną na małe kawałki i wymieszałam dokładnie. Blachę wyłożyłam papierem do pieczenia i wylałam na nią ciasto. W ciasto powkładałam kawałki wcześniej ugotowanych gruszek. Moja blacha miała wymiary: 18×30 cm . Piekłam w temperaturze 160ºC z termoobiegiem przez około godzinę. Pamiętajcie jednak, by zawsze przed wyłączeniem piekarnika najpierw sprawdzić czy ciasto się upiekło metodą tzw. „suchego patyczka”. Czekoladę rozpuściłam w garnku z wodą i masłem. Przed podaniem ciasto polałam polewą i udekorowałam bazylią.

Smacznego!

IMG_0499IMG_0486 IMG_0485IMG_0501 IMG_0500

Lawenda

Dziś z Piotrem postanowiliśmy uczcić kilka sukcesów ostatnich dni wyjściem na kolacje na miasto. Już jakiś czas temu mój Mąż wynalazł „Lawendę”. Restauracja ta w internecie ma bardzo dobre opinie. Postanowiliśmy to sprawdzić. Miły dla oka wystrój, genialna muzyka stworzyły piękny nastrój, który uzupełniła smaczna kuchnia. Mieliśmy z Piotrem kilka zastrzeżeń do smaku zamówionych potraw, ale do ich podania nie można się było przyczepić. Lubię z gustem podane jedzenie, najadam się wtedy oczami  :mrgreen:

Zamówiliśmy, co szef kuchni polecał (schab faszerowany śliwką i serem mozarella owinięty w szynkę parmeńską na purre z selera, podane z pieczonymi ziemniaczkami i sosem truflowym) oraz burgera. Mój schab był nieco przesuszony, a Piotra wołowina zmielona na papkę. Przepysznie podane miałam ziemniaki przekładane porem oraz purre z selera. Sos truflowy zawierał posmak trufli za co należy się kucharzowi plusik  ;-) Piotr do burgera dostał smaczną bułkę. Ogólnie kuchnię oceniamy na 4+. Wystrój oceniłabym na 5 (lubię cukierkowe wnętrza ze świeżymi kwiatami), a muzykę na 5+. Krótko mówiąc knajpka na piąteczkę ;-) 

Lawenda, ul. Woźna 1, Poznań

20151011_18481820151011_18482520151011_18372120151011_18313220151011_18320220151011_191905A cały wieczór na szóstkę z plusem! Bo był i spacer po Starym Rynku i wygrany mecz z Irlandią :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

20151011_193448

Królik z warzywami w sosie śmietanowym

IMG_0468 Pamiętacie jak pisałam, że od Babuni przywieźliśmy 3,5 kg królika? Z korpusu, łapek, szyi zrobiliśmy pasztet. Resztę, bardzo mięsną, zamroziliśmy na później, gdy najdzie nas ochota. I ochota nas naszła na tego królika w zeszłym tygodniu ;-) Podawać można go na wiele różnych sposobów. Tradycyjnie z ziemniakami, z kaszami, makaronami albo z frytkami. Frytki przygotowałam tradycyjne z ziemniaków i nietradycyjne z dyni i  selera. W opinii mojego Męża i mojej najsmaczniejsza są z selera.

Przepis na królika:

1 noga + 1 cąber z królika (z naszego byczego królika mięsa wyszło na dwa obiady dla dwóch osób)

200 g pieczarek

1 por

3 marchwie

1 pietruszka

1/2 selera

1 cebula

2 szklanki bulionu lub wody

4 ząbki czosnku

200 ml śmietanki 30%

1/2 papryczki chilli

koper

pietruszka

masło

oliwa z oliwek

liście laurowe

ziele angielskie

kmin rzymski

sól

pieprz

Królika rozmroziłam, opłukałam, osuszyłam i natarłam  wyciśniętymi ząbkami czosnku, solą i pieprzem.  Na maśle obsmażyłam wcześniej umyte i pokrojone w plastry pieczarki. Również na maśle obsmażyłam królika. W żaroodpornym naczyniu najpierw ułożyłam pieczarki, następnie królika i warzywa wcześniej pokrojone w słupki lub plastry (pora, marchew, pietruszkę, selera). Cebulę przekrojoną na 6 części, posiekaną papryczkę chilli, 5 liści laurowych i 5 ziaren ziela angielskiego oraz kmin dołożyłam do naczynia. Wszystko podlałam bulionem zrobionym wcześniej, ale można podlać również wodą. Piekarnik nagrzałam na 180 stopni i piekłam królika 2 godziny. Oczywiście przed podaniem sprawdźcie, czy na pewno jest miękki, czy mięso swobodnie odchodzi od kości. Śmietanę dolałam na końcu. Przed podaniem całość posypałam posiekanym koperkiem i pietruszką.

IMG_0453

Przepis na frytki:

1/2 dyni hokkaido

3 ziemniaki

1/2 selera

Wszystkie warzywa, umyłam, obrałam i pokroiłam w słupki. Dodałam mieszankę ziół, którą przygotowuje mój Mąż. Jak ostatnio zapytałam co w niej jest odpowiedział mi, że nie wie, bo tworząc ją działa intuicyjnie  :mrgreen:   Krótko mówiąc do młynka wsypuje co mu pod rękę podejdzie – suszone: bazylię, oregano, pietruszkę, koper, tymianek, rozmaryn, gorczycę i słodką paprykę. Tym razem frytki obsypałam jeszcze przyprawą sprezentowaną przez Johnego. Jej niemiecka nazwa to Schabzigerklee, a polska to kozieradka błękitna. Jest to przyprawa, która rewelacyjnie komponuje się z serami i pieczywem. Ja postanowiłam dodać do warzyw i to był świetny pomysł :)

Frytki w przyprawach polałam oliwą, wymieszałam, wyłożyłam na blachę i piekłam ok 30 min w temperaturze 180 stopni.

IMG_0462Smacznego!

IMG_0470-1IMG_0472IMG_0459 IMG_0457 IMG_0454

 

Babeczki marchewkowo – dyniowe

Dlaczego wczoraj upiekłam babki i muffinki marchewkowo -dyniowe? Marchewkowo – dyniowe, bo już od dawna zabierałam się za ciasto marchewkowe, a że sezon na dynie trwa to wyszło dwa w jednym ;-) Dlaczego babki i muffinki? Bo nie mam innej blachy :-D Dlaczego upiekłam? Bo chciałam zrobić niespodziankę Mężowi! Dlaczego wczoraj? Bo miałam iść pobiegać, ale że jakieś choróbsko mnie dopada to postanowiłam porobić coś mniej wysiłkowego :-| Efekt końcowy mnie zaskoczył bardzo pozytywnie, Mąż się w moim najnowszym wypieku zakochał :mrgreen:

Przepis na dwie babki i 6 muffinek:

500 g mąki gryczanej

200 g cukru trzcinowego (jeśli wolicie bardziej słodkie ciasto wsypcie o 100 g cukru więcej)

1 opakowanie cukru waniliowego

1 opakowanie proszku do pieczenia

6 jaj

200 g masła

600 g ugotowanej i zmiksowanej dyni

300 g startej marchwi

cynamon, kardamon, kakao

Na początku przygotowałam dynię. Umyłam ją, pokroiłam w kostkę, wrzuciłam do garnka, podlałam niewielką ilością wody i gotowałam aż zmiękła. Zmiksowałam na papkę. Marchew starłam na grubych oczkach na tarce. Jaja wybiłam do miski, dodałam cukier, cukier waniliowy i ubiłam. Masło rozpuściłam w rondelku, dodałam do jaj z cukrem i wymieszałam. Do całości powoli wsypywałam mąkę i mieszałam. Dodałam proszek do pieczenia. Wszystko dokładnie wymieszałam. Następnie dodałam puree z dyni, startą marchew i cynamon. Przypraw dodawajcie tyle ile chcecie i jakie chcecie ;-) Dokładnie wymieszaną masę przelałam do foremki na babkę wyłożonej papierem do pieczenia. Mam dwie małe foremki na babki – średnica około 18 cm. Do jednej formy wlałam masę wyżej przygotowaną. Do pozostałego ciasta dodałam kardamon i przelałam ciasto do drugiej formy na babkę wyłożoną papierem do pieczenia. A do reszty ciasta wsypałam łyżkę kakao i upiekłam jeszcze 6 muffinek. W każdej z muffinek ukryłam suszoną żurawinę ;-) Piekarnik nagrzałam na 180 stopni z termoobiegiem i babki piekłam ok 50 minut. Na ostatnie 20 minut dołożyłam muffinki. Babki udekorujcie według uznania. Ja postanowiłam zrobić lukier, co mi kompletnie nie wyszło… Lepszy efekt uzyskałabym oprószając babki jedynie cukrem pudrem, ale to już następnym razem ;-)

Smacznego !

IMG_0424IMG_0444IMG_0450IMG_0447IMG_0428

 

 

Grodzisk Wielkopolski – wizyta u Babuni

To był piękny początek kolejnego weekandu. Prosto po pracy w piątek wpakowaliśmy się w auto i pognaliśmy do Grodziska do Babuni. Był u Babci i Uncle (czyt. Onkel) Naturtalent (jak opiszę pobyt na Samos, gdzie razem byliśmy w tym roku, to się dowiecie skąd ta ksywka  ;-) ) Wpisem tym jedynie potwierdzę, że Onkel ma talent i to bezsprzecznie naturalny :mrgreen: Jak tylko dojechaliśmy do Grodziska rozpoczęło się serwowanie, przygotowanej przez Piotra (onkla, nie męża)  trzydaniowej obiadokolacji. Na gruponie sprzedają takie pobyty w spa na jeden nocleg z kolacją, butelką wina i innymi prezentami. My grupona nie potrzebujemy – my mamy Onkla, bo kolacja była, wino było, a i prezenty też :mrgreen: Ale od początku. Na przystawkę były pomidory z mozarellą – starter idealny. Zupa była ukłonem w moją stronę – krem z dyni. Ale z dodatkiem goździków zamiast cynamonu i przybrana ubitą śmietaną i nerkowcami. Delikatna, aksamitna, pysznie fantastyczna! Drugie danie, w moim i Piotra (męża) odczuciu było ukłonem w jego stronę – stek wołowy z pieczonymi ziemniakami. Stek zrobiony tak, jak najbardziej lubimy, 3 minuty z jednej, 3 minuty z drugiej, 3 minuty odpoczynku. Bez wypływającej krwi, ale kruchutki i różowiutki w środku. Ach, ja tak niekoniecznie mięsna, dobrego steka nigdy nie odmówię  :lol:  Ależ to wszystko pyszne było i ależ myśmy się pysznie objedli  :-D A na szybsze trawienie nie ma nic lepszego jak dobre wino. Był i czerwony wytrawny Zwei Gelt dla Piotrów i muskat dla Julii ;-) Jak się jednak okazało do trzydaniowej obiadokolacji przewidziany był jeszcze deser. Tiramisu!   :mrgreen:   A to już ukłon Onkla i w moją i w Piotra stronę! Tak trawiliśmy to pyszne jedzenie, oglądając zdjęcia i opowiadając sobie kawały. Babiunia do opowiadania żartów też się przyłączyła. Później poczytała nam dowcipy z serii sucharów z gazety i tym zabiegiem skutecznie skierowała nas do łóżek.

20151002_18044920151002_18360720151002_20592420151002_210341

Następnego dnia zjedliśmy śniadanko – babciny pasztet z królika i babciny dżem truskawkowy. Później poszliśmy na spacer – pogoda nie pozwalała na siedzenie w domu! Już o 10:00 rano w słońcu było ponad 20 stopni :mrgreen: A Fotki lubią ciepełko, słoneczko i zwiedzanie. Byliśmy na rynku i w parku. Pogrzaliśmy się na słoneczku i wróciliśmy do Babuni. Przed odjazdem wypiliśmy jeszcze kawę i zjedliśmy tiramisu. Dzień wcześniej nie czułam, że jest tak mocno alkoholowe, ale następnego dnia popijane kawą, a nie winem było nie tylko mocno kawowe ale i mocno procentowe. Ale, że 200 ml amaretto w opinii Onkla i Babuni nie miało w sobie nic alkoholu to dolali jeszcze deczko spirytusu 8-O Z resztą deser u Babuni bez dolewki spirytusu to nie deser :twisted:

Co miłe szybko się kończy i już w południe musieliśmy się pożegnać, by Mąż zdążył do pracy…

Dziękujemy Johny za pyszne wszystko!

20151003_10093020151003_10182220151003_10184620151003_10224920151003_10322520151003_105722 20151003_105705 20151003_105657 20151003_105246

Restauracja Mykonos

Już powoli zaczyna brakować mi długich, ciepłych, słonecznych, letnich dni. Wczoraj i dziś rano w Poznaniu temperatura wynosiła 5 stopni Celsjusza! Brrr! Dobrze, że jeżdżę rowerem – dzięki ruchowi od rana nie dotyka mnie jesienny marazm. Mimo wszystko szukać z Mężem zaczynamy miejsc, które przypominają nam ciepło i słońce. Do greckiej restauracji Mykonos na Plac Wolności wybieraliśmy się już kilkakrotnie, ale zawsze coś psuło nasze plany. W końcu trafiliśmy. I polecamy! Greckie jedzenie znamy dobrze i uwielbiamy, a w Mykonosie odnaleźliśmy prawdziwe greckie smaki. I ten grecki wystrój. Mnie restauracja urzekła. Gdy dostaliśmy rachunek zachwyceni byliśmy mniej, ale zwyczajnie zamówiliśmy za dużo  :mrgreen: Ciężko było zdecydować się na jedną rzecz – czytając kartę dań miałam ochotę zamówić co drugie danie. Dla mięsolubnych z pełnym przekonaniem polecamy jagnięcinę. Dla tych, co bez mięsa obejść się mogą – pasty,pasty, pasty! Jeśli idziecie w dwoje weźcie zestaw przystawek na ciepło – naprawdę warto. I delektujcie się, celebrujcie, ucztujcie, długo, głośno i z Mythosem – prawdziwie po grecku   8-)

20150918_194517 20150918_194503 20150918_194438

Dyniowy chutney

To, że kocham dynię pod każdą postacią już wiecie, więc nie zdziwi Was fakt, że aby móc cieszyć się jej smakiem zimą – zamykam jej piękną pomarańczowość w słoiki  ;-)

Cytując Wikipedię chutney to gęsty sos używany w kuchni indyjskiej. Sporządzany z owoców i warzyw, z rodzynkami, czosnkiem, cebulą, musztardą, octem, itp. Używany do potraw mięsnych i wegetariańskich. W smaku może się wahać od bardzo pikantnego do łagodnego, wręcz słodkiego.

Ja postanowiłam dynię zamknąć w słoiki właśnie w formie sosu, który idealnie nada się do ryżu, makaronu, kasz czy drobiu.

Przepis:

2 dynie hokkaido ok 2,5 kg

8 pomidorów bez skórki

1 biała cebula

4 ząbki czosnku

2 cm obranego świeżego imbiru

1 czerwona i 1 zielona papryczka chilli

1 cytryna

150 g brązowego cukru

2 listki laurowe

1 laska cynamonu

sól

olej kokosowy

Olej rozgrzałam i podsmażyłam pokrojoną w kostkę cebulę i posiekany czosnek. W międzyczasie umyłam i pokroiłam w kostkę dynie razem ze skórką. Pomidory sparzyłam, obrałam ze skórki, usunęłam pestki i pokroiłam w kostkę. Do garnka z podsmażoną cebulą i czosnkiem dodałam dynie, pomidory i skrojone papryczki chilli. Podsmażyłam chwilę, a następnie dodałam starty imbir, sok z cytryny, cukier, listki laurowe, cynamon i szczyptę soli. Wszystko dusiłam około pół godziny. Na gorąco wsadziłam do słoików i pozostawiłam do wystygnięcia wieczkami do dołu. Po schłodzeniu odwróciłam słoiki i schowałam do szafki.  ;-)

20150923_18020820150925_183029 20150925_18300020150925_183141

 

 

 

Ale jaja!

Wpis, mimo że o gotowaniu dodaję w kategorii nowości, bo zostaliśmy w zeszłą sobotę totalnie zaskoczeni. Nocowaliśmy u Rodziców w Szamotułach. Budzimy się w piękny, sobotni poranek, idziemy do kuchni, a tam niespodzianka i zaskoczenie. Andrzej szykuje dla nas wszystkich śniadanie. Ba! Niezwykłe śniadanie. Ja jajka w takiej formie jadłam pierwszy raz. Mój Mąż znał już ten przepis, ale oboje jedliśmy je tak pysznie podane i zrobione specjalnie dla nas  :mrgreen: Dziękujemy Andrzeju!

Jajka po benedyktyńsku to światowa, śniadaniowa klasyka znana z najlepszych restauracji i hoteli, jednak niezbyt popularna do przygotowywania w domu.  Zrobienie jaja, znanego u nas również pod nazwą jajka w koszulce, wymaga niemałej wprawy. Patrząc na efekt końcowy wykonania Andrzeja jestem pewna, że on już wprawę ma. Ba! A nawet doszedł do perfekcji w ich przygotowywaniu.

Z tego co się dopytałam oraz doczytałam wiem, że jajka takie robi się wbijając je na gorącą wodę z octem. Następnie gotuje się ok 3 min tak, aby białko się ścięło a żółtko pozostało płynne. 

Andrzej ugrillował w piekarniku bekon i podpiekł chleb. Chleb posmarował wcześniej przygotowanym sosem holenderskim, ułożył na nim bekon, jajko, przykrył łyżką sosu holenderskiego i popieprzył.

Efekt wizualny możecie podziwiać na zdjęciach, efekt smakowo – dotykowo – węchowy doświadczyć mogą nieliczni.  8-)

Piotrowi tak smakowało, że obiecał przepis skopiować. Czekam z niecierpliwością!  :mrgreen:

20150926_090615 20150926_090537 20150926_09051820150926_090704 20150926_090630

Makaron z pesto bazyliowym i owocami morza

Znowu na kolejny wpis musieliście czekać ponad tydzień, ale przyznam, że prowadzenie bloga to nie taka prosta sprawa  ;-) Najpierw trzeba być, ugotować, przebiec, przejechać, zdjęć napstrykać, a później opisać, opublikować – czas znaleźć!!!  8-O Kiedyś dni mi się kurczyły, później miesiące, a teraz to już całe lata  ;-) W związku z faktem chronicznego braku czasu dziś wrzucam przepis na łatwy, zdrowy, a przede wszystkim szybki do przyrządzenia obiad. 

Przepis dla 2-3 osób:

300 g makaronu świeżego tagliatelle

300 g mieszanki owoców morza (my mieliśmy krewetki, kalmary i mule)

doniczka świeżej bazylii

4 duże ząbki czosnku

oliwa z oliwek

sól

pieprz

ser pleśniowy lub ser mozarella

W pierwszej kolejności przygotowałam pesto. Do malaksera włożyłam liście bazylii (oskubałam całą zakupioną roślinę), czosnek oraz zalałam oliwą i zmiksowałam. Makaron ugotowałam  w osolonej wodzie wg przepisu na opakowaniu. Na patelni rozgrzałam oliwę i wrzuciłam owoce morza, smażyłam dosłownie 5 minut. Popieprzyłam je na końcu. Do ugotowanego ( i odcedzonego oczywiście  ;-)  ) makaronu dorzuciłam pesto z bazylii, ser pleśniowy i wymieszałam. Makaron rozłożyłam na talerze, na wierzch położyłam owoce morza i udekorowałam pietruszką. 

Smacznego  :lol:

IMG_0409IMG_0411IMG_0414IMG_0415

Zupa z dyni

Weekand znowu mieliśmy wyjazdowy. Tym razem byliśmy u Piotra, Ani, Kuby i Jasia w Sierpcu. Bardzo się cieszę, że w tym roku udaje się odwiedzić wszystkich tych, którym już tyle czasu obiecywaliśmy, że przyjedziemy, ale dojechać nie mogliśmy. Dziś od rana ciut niedospana, bo różne tematy należało po nocy obgadać na sierpeckiej ziemi, po pracy tym bardziej nie miałam siły na długie pichcenie. Miałam ochotę na coś ciepłego, warzywnego i dyniowego  :mrgreen: Wspominałam przecież ostatnio, że uwielbiam jeść dynie, więc przygotujcie się na wiele z dynią przepisów. 

Przepis na gar zupy:

1 dynia hokkaido ok 1,2 kg

1 zestaw włoszczyzny (2 marchwie, 2 pietruszki, 1 seler, 1 por, nać pietruszki i selera)

1 czerwona papryka

4 ząbki czosnku

1/2 papryczki chilli

korzeń imbiru – dł ok 1 cm

1 x łyżeczka curry

sól, pieprz

olej kokosowy

ser mozarella – tarty

W garnku rozgrzałam olej kokosowy. Podsmażyłam na nim warzywa pokrojone w kostkę: por, paprykę czerwoną, marchew, seler, pietruszkę i dynię. Tym razem dyni nie obierałam. Podlałam wszystko wodą, doprawiłam solą, pieprzem. Dodałam łyżeczkę curry, starłam ok 1 cm korzenia imbiru, przecisnęłam przez praskę 4 ząbki czosnku. Na końcu dodałam posiekaną natkę pietruszki i selera. Pamiętajcie, żeby nie przesadzić z natką selera – jest mocno aromatyczna! Zupę nalałam do miseczki i posypałam startą mozarellą. Szybko, tanio, zdrowo i pysznie  ;-)

Smacznego!

IMG_0390IMG_0389IMG_0396IMG_0381 (1)